Zadziwiająca historia miłosna z elementem niesamowitym w tle.
Henry cierpi na genetyczne zaburzenie, dzięki któremu może przenosić się w czasie. Nie jest to jednak ucieleśnienie marzeń o panowaniu człowieka nad czwartym wymiarem. Henry przemieszcza się tylko „wzdłuż” własnego życia, nie ma absolutnie żadnej kontroli nad tym kiedy i gdzie się przeniesie, nie może też w żaden sposób zmienić rzeczywistości. A wyobraźcie sobie, że nie dość, że znikacie z oczu ludzi na ważnej uroczystości, to jeszcze znajdujecie się nadzy na środku autostrady, pomiędzy rozpędzonymi samochodami. Nic przyjemnego, prawda? Pociechą dla Henry’ego jest jednak osoba, którą spotka w trakcie jednej ze swoich podróży – Clare, poznana jako mała dziewczynka, jedyna i największa miłość bohatera…
Przyznaję z ręką na sercu, że nie do końca rozumiem zawiłości przyczynowo-skutkowe i wszystkie te zawirowania czasu, jakich nie szczędzi nam Audrey Niffeneger (podobnie jak nie rozumiałam paradoksów czasowych „Terminatora”), ale historyjka ma kilka ciekawych wątków. Niffeneger kontynuuje ideę, o jakiej pisał np. Vonnegut, że człowiek istnieje jednocześnie w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, a więc np. nigdy nie umiera. „Zaklęci w czasie” to także przyczynek do dyskusji nad tym, że nasze istnienie jest zdeterminowane i nie możemy nic w nim zmienić. A więc de facto nie mamy wolnej woli.
Choć – jak napisałam – historia Clare i Henry’ego ma interesujące tło filozoficzne, nie należy zapominać o tym, że jest to przede wszystkim historia miłosna. I to bardzo romantyczna. Clare kocha Henry’ego od dzieciństwa i czeka, aż stanie się wystarczająco dorosła, żeby z nim być. Musi też w pewnym momencie przekonać swojego wybranka, który z racji zawirowań czasowych ( mówiłam, że tego nie rozumiem) jej nie pamięta, że jest miłością jego życia.
„Zaklęci w czasie” doczekali się już ekranizacji, a w filmowego Henry’ego wcielił się Eric Bana. Ja osobiście jestem filmu ciekawa, bo wydaje mi się, że dosyć trudno jest przenieść historię Clare i Henry’ego bez popadania w nadmierny sentymentalizm i kiczowaty romantyzm. No i lubię Erica…
Monika Frenkiel
źródło: Czytelnia.onet.pl
http://czytelnia.onet.pl/0,87440,0,42094,0,0,0,milosc_poza_czasem,recenzje.html
Recenzja na blogu literackim
http://kasandra-85.blogspot.com/2011/08/zakleci-w-czasie.html
| Główna O nas Nowości Zapowiedzi Forum Tapety Kontakt | Powieść Poradniki | Autorzy Polityka prywatności Regulamin |
| © 2012 - 2009 Wydawnictwo Nowa Proza Share | tworzenie stron www: Visualteam |